poniedziałek, 15 grudnia 2014

OMA IN DEN HAAG / OMA IN THE HAGUE

Zdjęcia z wystawy projektów OMA dla Hagi, 23.06.2006 - 17.09.2006
fot. Tomasz Sachanowicz



OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz

OMA in Hague, 2006, fot. Tomasz Sachanowicz


środa, 12 listopada 2014

Europejskie Centrum Solidarności w Gdańsku


Konkurs: 2007
Budowa: 2010-14
Projekt: Fort Architekci

Tekst: Marcin Szneider

IKONA

Pamiętam dobrze emocje jakie towarzyszyły rozstrzygnięciu międzynarodowego konkursu w 2007 roku. Mówiło się wtedy głośno o nadziei na nową ikonę Gdańska - powtórzeniu efektu Bilbao. Pamiętam również swoje rozczarowanie gdy Jury wybrało projekt lokalnej pracowni z Gdańska - zwłaszcza w kontekście propozycji pracowni duńskiej - Arkitema, która w istocie wręcz krzyczała "chcę być ikoną!". Parę dni lub tygodni później na festiwalu filmów o architekturze w dyskusji uczestniczył jeden z projektantów zwycięskiej pracy - arch. Antoni Taraszkiewicz. Powiedział on wtedy, że bardzo cieszy go wygrana w konkursie i ma nadzieję że uda się zachować ideę jaka przyświecała pracom nad projektem koncepcyjnym. Był wtedy też wprost pytany czy uważa że zwycięska praca ma szansę na tytuł 'nowej ikony Gdańska'. Skromnie powiedział, że ma taką nadzieję.




Wiele osób uważa, że architektura gmachu nie pasuje do idei ducha Solidarności - ruchu niepodległościowego, który niósł ze sobą nadzieję na lepsze jutro. Trudno się z tym nie zgodzić. Budynek jest ponury, ciężki, zamknięty, a otwory okienne kojarzą się z budownictwem obronnym - stąd pewnie porównania do bunkra. Wydaje mi się, że dla projektantów to nie Solidarność była punktem odniesienia dla projektu, ale miejsce gdzie toczyły się walki niepodległościowe - Stocznia Gdańska. Do tego, że budynek przypomina statek nie trzeba chyba nikogo przekonywać. Ale lokalnych odniesień jest tu więcej. Ja znalazłem jeszcze dwa.

KONTEKSTY 

Przy bramie prowadzącej na teren stoczni w 2000 roku jako część plenerowa wystawy "Drogi do wolności" (dawniej wystawa mieściła się w podziemiach przy ul. Wały Piastowskie, obecnie jest główną atrakcją ECS) powstały "Bramy" Grzegorza Klamana. Jest to monumentalna instalacja przestrzenna złożona z dwóch bram: Brama I nawiązuje do dziobu statku, z pionowym otworem przez który możemy dostać się do wnętrza - tam na wyświetlaczach znajdują się teksty cytaty z dyskursów totalitarnego i demokratycznego. Brama II to jakby mała wersja niezrealizowanego nigdy "Pomnika III Międzynarodówki" Włodzimierza Tatlina. Brama I o pochylonych ścianach i surowym wykończeniu czarną blachą ulegającą długotrwałej korozji być może była bezpośrednią inspiracją dla projektu ECS.



Spójrzmy kilkaset metrów dalej - na wschód od historycznej bramy stoczni. Znajduje się tam przedwojenna hala U-Bootów, gdzie produkowano elementy łodzi podwodnych. Północna ściana hali zwieńczona jest dwoma pylonami, które mieszczą klatki schodowe. Spójrzmy teraz na tylną ścianę ECS. Podobnie, prawda?


A dlaczego tylna ściana ECS jest ukształtowana właśnie w taki sposób? W miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego dla terenów postoczniowych na tyłach Centrum Solidarności zaplanowano kwartał zabudowy ściśle przylegający do istniejącego budynku. Plan powstał na długo przez konkursem na gmach ECS więc projektanci tak ukształtowali ścianę budynku aby spełniony został zapis w mpzp, jednocześnie zapewniając minimalne doświetlenie pomieszczeń biurowych w najwyższym skrzydle rdzawego kolosa. Sprytnie.

W 2013 roku rozstrzygnięto konkurs na Drogę do Wolności. Ma to być promenada piesza łącząca plac Solidarności z nabrzeżem Martwej Wisły. Droga będzie wiodła przez historyczną bramę nr 2 Stoczni Gdańskiej, tuż obok budynku ECS, następnie mijając Salę BHP Stoczni Gdańskiej oraz budynek Dyrekcji Stoczni prowadząc do nabrzeża. Konkurs wygrała pracownia Grupa 5 Architekci, która zaproponowała posadzenie wzdłuż Drogi do Wolności sadu jabłoni. Niezwykle ważne dla promenady będzie jej skrzyżowanie z wybudowaną już Ulicą Nową Wałową, która w przyszłości ma posiadać dwie jezdnie po 2 pasy ruchu oraz wydzielone torowisko tramwajowe. Droga ma posiadać klasę G - drogi głównej. Konkurs, który rozstrzygnięto w ubiegłym roku dotyczy tylko fragmentu do skrzyżowania z nową Wałową, wciąż nie wiemy co znajdzie się na końcu Drogi do Wolności.




STRUKTURA

To czego spodziewalibyśmy się po budynku Solidarności z zewnątrz, bez problemu odnajdziemy w środku. Strefę wejściową można powiedzieć że rozwiązano wręcz teatralnie - odpowiednio budując rytuał wkraczania do budynku - od jasnego zewnętrza przez ciemną i niską strefę wejściową do ultra-jasnego i przestrzennego foyer, na które otwierają się wszystkie funkcje budynku - wystawy, część edukacyjna i część administracyjna. Jeśli ktoś do tej pory narzekał na ponury wygląd budynku który ma reprezentować ruch Solidarności, teraz po prostu spojrzy z podziwem w tą jasną i pełną optymizmu przestrzeń gdzie brudny industrialny charakter przeplata się ze słońcem i radością jaką niesie życie drzew.

Przy omawianiu wnętrz warto bliżej przyjrzeć się strukturze całego budynku, który został podzielony na strefy funkcjonalne i sekcje, podobnie jak kadłub statku podzielony jest wręgami.



Zwiedzając budynek nietrudno znaleźć podobieństwa do Muzeum Żydowskiego w Berlinie proj. Daniela Libeskinda.



DOROBEK PRACOWNI

Architekci z pracowni Fort w kilku swoich wcześniejszych realizacjach pokazują, że ciekawy detal nie jest im obcy, a stylowo znacznie bliżej im do postmodernizmu niż surowego minimalizmu. Podobnie rozwiązane foyer znajdziemy w Centrum Handlowym Manhattan z 2004 roku w centralnej dzielnicy Gdańska - Wrzeszczu. Przestrzeń jest cofnięta w stosunku do granicy budynku, dzięki czemu foyer stanowi niezależną przestrzeń na kształt współczesnej agory. W GCH Manhattan znajdziemy również bardzo podobne panoramiczne windy z wyeksponowanym mechanizmem. Podobnie - schody ruchome - w centrum handlowym łączą wszystkie kondygnacje, zaś w ECS prowadzą tylko na 1 piętro, gdzie zaczyna się główna ekspozycja "Drogi do Wolności".



MINUSY

Pomimo całego swojego rozmachu, w architekturze ECS znaleźć można kilka zgrzytów. Największym wyzwaniem będzie utrzymanie w czystości pochyłych ścian we wnętrzu gmachu, na których osiada kurz. Mi osobiście nie spodobały się żelbetowe belki pomiędzy ścianami w zewnętrznej części budynku. W całym budynku bardzo chętnie i z wielkim smakiem użyto konstrukcji stalowych. Szkoda że nie do końca konsekwentnie. Nie udało się również przewidzieć jak daleko będzie rozbryzgiwać woda z fontanny, przez co chodnik tuż przy krawędzi zbiornika będzie wiecznie mokry. Zabrakło chyba też pomysłu na rozwiązanie krawędzi placu Solidarności. Sam plac jest ukształtowany amfiteatralnie w stosunku do pomnika Poległych Stoczniowców stanowiącego dominantę placu. W miejscu w którym zielona górka łączy się z kamiennym placem przed ECS obecnie zainstalowano szpetny płot, który mam nadzieję że wkrótce zniknie. Odnoszę też wrażenie, że nie do końca udało się rozmieszczenie otworów we frontowej ścianie budynku. Zgodnie z pomysłem, poziome przeprucia w strukturze gmachu miały kadrować ciekawe widoki na plac Solidarności z Pomnikiem Poległych Stoczniowców. Otwory znajdują się zbyt nisko. Przy moim wzroście -1,82 m jedyne co widziałem to ruch samochodowy wokół placu. Żeby zobaczyć ciekawą panoramę z pomnikiem, wieżowcem "Zieleniak" oraz wieżą Dworca PKP musiałem dość precyzyjnie umiejscowić swój wzrok na odpowiednim poziomie.




Pełna galeria zdjęć na google+, zapraszam do oglądania:

środa, 3 września 2014

niedziela, 17 sierpnia 2014

Wywiad z Hugonem Kowalskim

Młoda Polska Architektura Dzisiaj


Hugon Kowalski – ur. 1987, studiował architekturę na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu. Od 2010 roku pracuje na swojej uczelni jako asystent kierownika Katedry Architektury i Urbanistyki Andrzeja Kurzawskiego. Za swój projekt dyplomowy „Porozmawiajmy o śmieciach”, wykonany pod opieką Roberta Koniecznego, otrzymał jako pierwszy Polak prestiżową nagrodę Archiprix International Hunter Douglas Awards za najlepszy dyplom architektoniczny na świecie obroniony w latach 2009-2011. W 2010 roku na czwartym roku studiów otworzył własną pracownię – UGO architecture. Hugon jest jednym z najbardziej aktywnych (pod względem ilości zrobionych konkursów) i najczęściej nagradzanych młodych polskich architektów. Jest laureatem 25 nagród, w tym wielu międzynarodowych. Zdobywca nagrody im. Macieja Nowickiego w 2014 roku.
Jego projekty prezentowane były na licznych wystawach i publikowane w wielu magazynach branżowych krajowych i zagranicznych. Od 2012 Hugon jest aktywnym członkiem zarządu poznańskiego SARPu. Nominowany w plebiscycie Polacy z werwą, w kategorii 'design i architektura'.

Hugon Kowalski, fot. archiwum Hugona Kowalskiego

Wywiad z Hugonem Kowalskim przeprowadzony 26 października 2013 roku w trakcie Westivalu, z późniejszymi uzupełnieniami.
 
Tomasz Sachanowicz / Architektura w Szczecinie :

Co skłoniło Cię do zajęcia się architekturą? Dlaczego wybrałeś architekturę?

Hugon Kowalski:

Zainteresowanie rysunkiem, możliwość jakiegoś rozszerzenia tej umiejętności. Nie za wiele nauczyłem się w liceum, na pewno nikt tam nie pomógł mi w określeniu tego co chciałbym robić później. Nie nadawałem się na inżyniera, prawie nie zdałem z matmy więc stanęło na architekturze.  

Kto był Twoim najbardziej inspirującym nauczycielem ? Kto z nauczycieli miał na Ciebie największy wpływ?

Na początku Pan Kurzawski, z którym miałem pierwsze zajęcia z architektury (dziś jestem jego asystentem). Ogólnie uważam że najwięcej możemy nauczyć się od innych architektów – tu wielka rola organizacji takich jak SARP, by młodym architektom i studentom architektury takie spotkania umożliwiać. Jak  rozmawiać z klientem nauczyłem się od poznańskiego architekta Pana Mariusza  Wrzeszcza. Podczas stażu w Londynie u Fostera od architektów, których tam poznałem nauczyłem się profesjonalnej prezentacji projektu. Christoph Igenhoven (pracownia Igenhoven architecs) pokazał mi jak  być ‘chamem’ i trzymać biuro za pysk, że duże biuro to duża odpowiedzialność. Nauczyłem się tam także jak używać Excela (jako narzędzie projektowe J) we współpracy z AutoCADem.  

Od którego z architektów najwięcej się nauczyłeś?

Na razie najwięcej zawdzięczam Panu Kurzawskiemu.

Którego z żyjących architektów najbardziej podziwiasz?

Dzielę ich na ‘myślenie’ i ‘estetykę’. Za myślenie podziwiam: OMA i MVRDV, za estetykę: Adjaye, Chipperfield, Bevk Perovic.   

Jaka wielka architektura pozostawia Cię niewzruszonym?

Trochę Coop Himmelb(l)au, wprawdzie nie jest mi bliska ich estetyka, ale z drugiej strony uważam, że jest niesamowite, że ciągle tworzą te kryształy i chmurki i dalej to ciągną, są konsekwentni, i budują.

Którego swojego niezrealizowanego projektu najbardziej żałujesz ?

Wszystkich.

Którą część procesu projektowego lubisz najbardziej ?

Najbardziej lubię fazę początkową, koncepcyjną, research.

Co jest Twoją piętą Achillesa?

Ortografia.

W którym, ze znanych domów najbardziej chciałbyś zamieszkać ?

W TypOwym KWK Promes lub SB House Bevk Perovic.

Dom typOwy, KWK Promes Robert Konieczny, fot. Juliusz Sokołowski
 
SB House, Bevk Perovic

Które z miast jest Twoim ulubionym ?

Berlin- jedynym minusem jest język niemiecki…

Który z budynków chciałbyś żeby został zburzony?

Żaden.

Możesz pracować w dowolnym mieście na świecie, w dowolnym czasie w historii – gdzie i kiedy wybierasz?

Wydaje mi się, że w tym momencie Polska oferuje na tyle dużo, że warto tutaj być. 

Która z relacji jest najważniejsza w twoim życiu zawodowym ?

Trudno powiedzieć. Otrzymuje wsparcie od wielu osób,  od rodziny, przyjaciół, uczelni.

Kto jest Twoim ulubionym klientem?

Przyszły … chcący rozmawiać i wchodzić w proces projektowy, który będzie zaangażowany.

Zlecenie Twoich marzeń to …?

Z każdego zlecenia można coś wyciągnąć. To pokazują Szwajcarzy, że z jakiejś głupiej trafostacji lub  hangaru na kajaki można wyciągnąć bardzo dużo. Nie można tylko lekceważyć takich zleceń.

Jaki przepis prawny wprowadził byś lub usunął byś gdybyś mógł?

Zamówienia publiczne.

Jaka jest Twoja ulubiona książka o architekturze?

Lubię wydawnictwo El Croquis.

Jaka jest Twoja ulubiona książka?

‘Buszujący w zbożu’ Salingera.

Ulubiony film ?

‘Ratatouille’ i ‘Wesele’ Smarzowskiego

Czego słuchasz? Jakiej muzyki?

Radia mówionego …np. Tok FM.

Co o Twojej pracy myśli Twoja rodzina?

Są zadowoleni, że robię to co lubię. Zwłaszcza tata zawsze chciał bym został historykiem sztuki więc architektura też mu się podoba. Mama jest trochę bardziej krytyczna.  

Kim był byś, gdybyś nie był architektem?

Kucharzem albo stolarzem.

Jaki jest Twój ulubiony budynek lub miejsce w Szczecinie?

Elewator Ewa. 

Elewator Ewa w Szczecinie, fot. T.Sachanowicz

Jaką radę dałbyś komuś, kto chce zostać architektem?

Że jak tego nie lubi to niech tego nie robi.

A dla tych, którzy już to lubią?

Żeby znaleźli jakąś swoją drogę i próbowali to odnaleźć podczas studiów, bo później już będzie tylko gorzej. Strasznie bawi mnie to, że na studiach robi się odjechane projekty, a po studiach większość projektuje tendencyjnie, zachowawczo. I nie ma to nic ze sobą wspólnego.  

Co Cię inspiruje?

Wydarzenia na świecie, dokumenty, artykuły, telewizja.

Jaka jest (wg Ciebie) rola architekta w społeczeństwie?

Wydaje mi się, że każdy architekt chce zmieniać świat, w jakiś tam sposób.  Śmieszne jest że na pewnym etapie projektowym nienawidzi cię inwestor, nienawidzą cię budowlańcy a ty walczysz dalej nie wiadomo po co.  Wydaje mi się, że społeczeństwo coraz bardziej zauważa dużą rolę architekta.  Uważam, że najlepszy klient to ten,  który zapłaci i powie ‘dziękuję’. To ‘dziękuję’ pokazuje, że  ludzie nie mieli świadomości jak architekt może im pomóc, jak zmienić na lepsze albo na gorsze ich życie. Mam taką klientkę, która przyszła do nas i powiedziała, że nie chce salonu. I tak się zastanawiałem dlaczego?. Później odwiedziłem ją  w jej starym domu i zrozumiałem. To było pomieszczenie skierowane tylko na stronę północną, na końcu korytarza, nikt tam nie docierał – ona mieszkała tam 20 lat. I tak naprawdę człowiek się zastanawia,  ile straciła życia z dziećmi, ile wspólnie spędzonego czasu ją ominęło.  Dlatego to odpowiedzialny zawód.      

Jak opisał byś swój proces projektowania?

Jak zaczynam pracę nad projektem to jest tak, że dopóki nie znajdę pierwszego pomysłu to nie zasypiam. To nawet nie jest na działce …chodzi o pomysł na temat. Później zaczynają się wszystkie analizy. I to, co wydaje mi się, że jest bardzo fajne to nie są to tylko analizy miejscowe (osie, nasłonecznienie), ale też społeczne,  materiałowe – co się tam dzieje wokół, czasami nawet jakieś odniesienie do natury, która jest wokół miasta – to też może pomóc przy projektowaniu. Przykładem może być tutaj mój projekt hostelu w Barcelonie, gdybym nie znalazł w Internecie informacji o masywie Monserrat w pobliżu Barcelony, z którego wybudowano całe miasto to nie zdecydowałbym się na taką formę. Potem druk, opis i wysyłka.

Pracuję bardzo szybko. Kiedyś robiłem jeden konkurs na 2 tygodnie. Teraz robię jeden konkurs na miesiąc do dwóch miesięcy. To sam, a jak pracuję z Magdą i z Adamem to w tym samym terminie robimy dwa. Na przykład konkurs na Plac Narutowicza w Warszawie zrobiliśmy w 6 dni. Tak od zera – poszliśmy w czwartek do kawiarni a w piątek za tydzień wysłaliśmy plansze. I pokazało mi to, tak naprawdę ile ja czasu marnuję robiąc duże konkursy samodzielnie.

I od tej pory pracujecie razem?

Różnie, są  trudniejsze konkursy i wymagające  szerszego podejścia, czasami jedna osoba o wielu rzeczach zapomni – a jak jest nas troje albo czworo to każdy pamięta o czymś innym, każdemu na czymś zależy i się jakoś kontrolujemy. Na pewnym etapie każdy potrzebuje porozmawiać o projekcie, usłyszeć prawdziwą krytykę.

Jak długo trwa poszukiwanie pomysłu ? Czy przechodzisz przez wiele wariantów?   

Zawsze tych wariantów jest kilka. Mam ten luksus, że pracuję na uczelni to pozwala mi robić to, co czuję że jest dla mnie dobre. Jeśli jakiś konkurs mi nie idzie, nie czuję, że powstanie z tego projekt, który będę mógł bez wstydu pokazać, to go po prostu nie kończę. Nie chcę robić czegoś, z czego będę nie zadowolony. W końcu, mam nadzieję, przyjdzie taki moment, że uda mi się coś wygrać i będzie to projekt do którego będę w pełni przekonany.
  
A konkurs Ci coś takiego daje, że robiąc coś swojego możesz być w końcu zauważonym i to się spodoba, tak jak na przykład Libeskind. On pracował na uczelni, wykładał i robił cały czas swoje. W końcu docenili go, wygrał ten konkurs w Berlinie i od tego momentu zaczął budować dalej robiąc swoje i każdy do niego przychodzi po to.

Tak. Konkursy są bardzo dobrą drogą wyboru projektu, w Szczecinie w ostatnich kilku latach mieliście dość dużo szczęścia …, to zapewne zasługa silnych i dobry członków jury. Ale nie zawsze tak jest …

Dokładnie - w tym jury był wtedy Kuryłowicz, był Dunikowski i oni zadecydowali,  że musi wygrać właśnie ten projekt (Estudio Barozzi Veiga), nic innego, bo dostrzegli w tej pracy wielki potencjał. A często jest tak, że wygrywa jakiś przeciętny projekt a coś ciekawego gdzieś tam odpada.

Wiesz, ja uwielbiam konkursy gdzie są głosowania punktowe (ironia) – to jest już w ogóle tragedia. Nie wygrywa ani najlepsza praca, ani najgorsza, tylko wygrywa jakaś ze środka stawki, bo się punkty najlepiej dodały.

Jeszcze o tym poszukiwaniu pomysłu. Czy masz jakąś metodę czy po prostu siadasz i robisz ?

Wydaje mi się, że tak jak większość, taki standard, siadam do komputera i lecę  google maps, następnie sięgam po jakieś artykuły, programy, dokumenty. I zastanawiam się czy coś z tych informacji mogę wykorzystać w projekcie.

Czyli ten proces poszukiwania pomysłu jest w każdym przypadku taki sam ?

Zazwyczaj tak. Szukam aż znajdę     

Co to jest architektura ? (podaj definicję swoją lub cudzą, która jest Ci najbliższa)

Steven Holl ma ciekawą definicję. „Artysta z rzeczywistości tworzy abstrakcję a architekt z abstrakcji tworzy rzeczywistość.” Nie wiem czy to dokładnie te słowa ale wydaje mi się, że to fajne.

Jaka jest według Ciebie przyszłość architektury?

W Polsce? Bardzo dobra.

Dzięki za odpowiedzi. 


Poniżej wybrane projekty Hugona Kowalskiego / pracowni UGO:

Kuczka, Nowy Jork

Pawilon City of Dreams, Nowy Jork

Wieże Wodne, Sudan
 
Barcelonarock, Barcelona

Porozmawiajmy o śmieciach, Mumbaj

Dom 100 drzew, Brazylia

Dom polski

Pawilon Opera Lab, Warszawa
Biblioteka z pływalnią, Mosina

Budynek mieszkalny z usługami, Kielce
Pawilon O Gródek, Poznań

Przystanek MPK, Warszawa
 obrazki pochodzą ze strony: www.ugo.com.pl

Tomasz Sachanowicz
www.slabpracownia.pl

niedziela, 27 lipca 2014

Prawo OMA / część III - wywiad z Marcinem Iwaszkiewiczem / PIG architekci


rozmowa z Marcinem Iwaszkiewiczem z dnia 01.12.2013

Marcin Iwaszkiewicz, źródło: http://www.pigarchitekci.pl/

Marcin Iwaszkiewicz - architekt, założyciel pracowni PIG architekci sp. z o.o. w Warszawie (wraz z Jędrzejem Przyłuskim)
Studiował architekturę na Politechnice Warszawskiej i Technical University w Eindhoven. Odbył praktykę w Office for Metropolitan Architecture w Rotterdamie w latach 2007-2008. Brał udział w opracowaniu projektów dla Miasta Edukacyjnego w Katarze (kompleks trzech budynków) oraz Rewitalizacji starych doków w Gandawie, w Belgii. Mając do wyboru studia na Wydziale Architektury w Delft i praktykę w OMA wybrał tą drugą opcję. Opowiada o doświadczeniu i wrażeniach z pracy w OMA.

Pawilon Polski EXPO 2015 Mediolan, III nagroda, PIG Architekci

Tomasz Sachanowicz / Architektura w Szczecinie:
Jak myślisz, dlaczego tak wielu młodych architektów podąża ścieżką wyznaczoną przez OMA ?

Marcin Iwaszkiewicz:
Ja myślę, że to jest jedna z najbardziej znanych na świecie pracowni, jedna z bardzo wpływowych i medialnie nagłośnionych. Oni bardzo dobrze PR-owo działają i są bardzo znani z tego. Poza tym osoba Rema, który jest bardzo wpływową postacią… Myślę, że obcowanie z nim i z całym jego charakterem oraz z zespołem, który stworzył jest bardzo interesujące. To, mi się zdaje, rzecz podstawowa. Poza tym oni mają bardzo usystematyzowany sposób pracy i bardzo dogłębnie wszystko analizują. Sposób pracy, podpatrzenie tego, złapanie tego w jaki sposób oni się inspirują, w jaki sposób rozwijają projekty. Poza tym bardzo rzetelnie i intensywnie pracują, co oczywiście jest minusem dla pracowników, bo tam życie wygląda właściwie tak, że się siedzi w pracy i nic więcej nie robi.

Jaka jest atmosfera w biurze?

Biuro jest przystosowane do siedzenia w nim 24 godziny. Jest pełny catering, wielka kuchnia, w której o każdej porze doby możesz się posilić.
Ja pracowałem w takim trybie, miałem to szczęście, że w pierwszym zespole miałem dość rozsądną kierowniczkę projektu, więc weekendy mieliśmy wolne a w tygodniu siedzieliśmy trochę po godzinach przy tym katarskim projekcie. Natomiast z tym belgijskim projektem siedzieliśmy codziennie od dziewiątej - dziesiątej do północy, czasami dłużej; czasami w weekendy, czasami były wolne weekendy – tak to wyglądało w sensie intensywności pracy. Spoko było to, że właściwie wszyscy, poza takimi kluczowymi postaciami, jak partnerzy czy associate architect - prowadzący projekty, byli na równi. To wyglądało tak, że niezależnie czy jesteś praktykantem z Polski czy absolwentem Harvardu, to właściwie pracujesz przy tym samym i w tym samym zespole. To też było fajne – taka wymiana myśli i inspiracji między ludźmi z różnym doświadczeniem następowała dosyć łatwo. To było na pewno w porządku.

Często podkreślany jest fakt, że w OMA nieważne od kogo pochodzi pomysł – czy od praktykanta, czy od doświadczonego architekta – jeżeli jest dobry – jest wykorzystany.

Tak, aczkolwiek to jest tak, że jak oni robią koncepcję, to po prostu patrzą na wszystkie możliwe aspekty, wszystkie opcje, nawet niedorzeczne. Starają się testować wszystko, co im przyjdzie do głowy, oglądać to na modelach, wizualizacjach, dyskutować i dopiero wtedy, jak masz pełne spektrum wiedzy, przetestowałeś wszystkie opcje, jakie wszystkim członkom zespołu przyszły do głowy, wtedy następuje moment wyboru ścieżki, czasami dwóch ścieżek, którymi się idzie i potem jeszcze raz wybiera tą najlepszą.

Kto o tym decyduje? Kto dokonuje tego wyboru? Prowadzący projekt, czy sam Koolhaas?

To zależy od tego na ile prestiżowy jest projekt. Na pewno kluczowe projekty są prowadzone zawsze przez jednego z sześciu partnerów. Natomiast jeżeli jest to jakaś mega-sprawa, albo bardzo ważny etap projektu no to Rem, oczywiście też decyduje o tym.
Jak ja tam byłem to wprowadzali taki, z jednej strony dosyć idiotyczny system. Każdy kierownik projektu przygotowywał 10-cio stronicowy raport z tygodniowej pracy nad swoim projektem i Rem dostawał do samolotu, jak leciał gdzieś na początku kolejnego tygodnia taką grubą księgę 400-tu stronicową z raportami od tych kierowników projektów. Przeglądał sobie, robił notatki, odsyłał to do sekretarek a one rozsyłały dalej do wszystkich architektów prowadzących. Było to o tyle idiotyczne, że właściwie jeden dzień w tygodniu każdy musiał poświęcać na przygotowanie tej książki a potem na jej analizę. Więc to zrobiło się bezsensowne i mało produktywne na pewnym etapie.
Na pewno najbardziej prestiżowe projekty Rem trzyma pod swoją ręką a mniej prestiżowe też stara się doglądać jak najczęściej.

A Rem często bywa w biurze? I gdzie on w ogóle mieszka, w Holandii czy w Londynie?

To trudno powiedzieć w dzisiejszym zglobalizowanym świecie. Każdy kierownik projektu dostawał taką informację, gdzie Rem się znajduje w kolejnym tygodniu. I to było tak, że 2 dni w Korei, 3 dni w Chinach, 1 dzień w Rotterdamie, potem w Londynie a potem jeszcze gdzieś w Stanach. Także on tak naprawdę myślę, że spędza parędziesiąt jeśli nie paręset dni w roku w samolocie. Naprawdę jest mega-mobilny. Ale jest dosyć często w tym biurze, tyle że krótko a intensywnie.

Miałeś okazję go spotkać, pogadać z nim osobiście?

Raczej to nie był dialog z mojej inicjatywy tylko raczej z jego inicjatywy. Było kilka styków, kilka takich spotkań, na których on był. Było kilka takich sytuacji, że na open–spejsie on się bardzo wkurzał na kogoś, więc to były takie spektakularne sytuacje. Opieprzał wszystkich za ..bałagan w biurze, albo za … lubi ekspresyjnie dosyć się zachowywać, więc jeżeli ktoś coś spieprzy to raczej nie wzywa go na rozmowę do gabinetu, tylko robi opieprz na open-spejsie, przy wszystkich. Jest impulsywny i ekspansywny bardzo.

Rzuca rzeczami? Wydziera się?

Drze się, nie rzuca przedmiotami. Chociaż podejrzewam, że zdarzają się takie sytuacje, że potrafi rozpieprzyć model albo coś w tym stylu. Ale przy mnie nie rzucał przedmiotami, ewentualnie gestykulował bardzo intensywnie. On jest takim hiperaktywnym człowiekiem.
Na basenie go na przykład spotykałem czasami, bo obok biura jest siłownia z basenem i  czasami się spotykaliśmy tam w szatni, na zasadzie 'cześć-cześć'. (śmiech)

Teraz prowadzisz swoje biuro. Czy zdobyte w OMA doświadczenie wykorzystujesz w swojej pracy tutaj i teraz?

Myślę, że zawsze bagaż doświadczeń jest cholernie istotny, zwłaszcza w naszym zawodzie i na pewno jakąś częścią tego jest to, co zobaczyłem w OMA.  Na pewno fajne jest to, że mam bardzo dużo kontaktów. To biuro było duże, poznałem bardzo dużo ludzi z całego świata i to nieraz przy jakichś różnych kontaktach biznesowo – zawodowych procentuje, bo wiem do kogo się odezwać w jakim kraju, w jakiej sprawie i to jest bardzo duża siatka kontaktów, którą zyskujesz. I to jest też duży plus. Ci ludzie czasami mają swoje pracownie, czasami pracują w innych prestiżowych pracowniach, gdzieś wykładają na uczelniach na całym świecie. To jest fajne, że po prostu na facebooku czy LinkedIn masz tych ludzi, z którymi pracowałeś kiedyś w OMA i zawsze możesz się do nich odezwać, i pogadać. Wzajemnie się jakoś wspieramy i widujemy nawet czasami. Jak byłem w zeszłym roku w Japonii, to się widziałem z kolegą z OMA, który wykłada w Tokio. Także to jest taki fajny klub znajomych nazwijmy to.

To taka międzynarodowa siatka...

Siatka połączeń - tak - to jest też bardzo istotne poza doświadczeniami takimi stricte zawodowymi.          

Dziękuję za Twój czas i rozmowę.

Dzięki.

Pawilon Polski EXPO 2015 Mediolan, III nagroda, PIG Architekci

Pawilon Polski EXPO 2015 Mediolan, III nagroda, PIG Architekci
Lotnisko Szymany, projekt konkursowy, PIG architekci
Lotnisko Szymany, projekt konkursowy, PIG architekci
 
Stadion w Chorzowie, I nagroda w konkursie, PIG architekci

Stadion w Chorzowie, I nagroda w konkursie, PIG architekci
Budynek magazynowo-techniczny, etap I kompleksu, Koscieliska, PIG architekci
 
Kompleks hotelowo - biurowy w Warszawie, PIG architekci


źródło obrazków: www.pigarchitekci.pl